Oslo w jeden dzień

Po przylocie do Norwegii nie mogłam uwierzyć, że naprawdę tu jestem. Tyle razy o tym marzyłam!
Z lotniska odebrał nas wujek i pojechaliśmy zobaczyć Oslo. Pierwsze co zauważyłam (może oprócz super nowoczesnych budynków) to bardzo duża ilość obcokrajowców (w szczególności Azjatów i Arabów). Spodziewałam się raczej samych blondynów o jasnej karnacji, a się okazało, że właśnie ich ciężko było dostrzec.
Poszliśmy do najbardziej znanego parku w Oslo – znajduje się w nim wiele rzeźb nagich postaci wykonanych przez Gustava Vigelanda. Mi jakoś nie przypadły one do gustu. Dość abstrakcyjnymi sytuacjami były momenty w których rodzice fotografowali swoje pociechy dosiadających rzeźby w pozie aktów seksualnyh. Przecież świat tak mocno chroni dzieci przed erotyką no ale w sumie to jest „sztuka”, więc wszystko jest OK. Jednego jestem pewna – w Polsce by to nie przeszło 🙂

Czytaj więcej o Oslo w jeden dzień

Helsinki w jeden dzień mini przewodnik po mieście

Jak dostać się do Helsinek 

 

Do Helsinek z Tallinna dopłynęliśmy promem. Wybraliśmy najtańszą opcję – linie Viking – wyjazd o 8.00 i powrót o 21.30. Podróż w jedną stronę trwa około 3 godziny.  Co więcej w tym dniu była promocja i zapłaciliśmy tylko połowę z tego co planowaliśmy.

Moim oczekiwaniem związanym z Finlandią było to, że wszystko będzie przypominało Muminki. Chciałam zjeść ciastka w ich formie, pizzę i zobaczyć ludzi-muminków! Ale niestety. Co prawda były pamiątki z podobizną Muminków (ciastka też), ale były tak drogie, że stwierdziłam, że nie ma opcji wydać tyle pieniędzy.

Czytaj więcej o Helsinki w jeden dzień mini przewodnik po mieście

3 dni w Tallinnie

Talin w 3 dni – najpopularniejsze atrakcje

Tallin, podobnie jak Wilno i Ryga, jak na stolicę nie jest duży. Mieszka w nim trochę ponad 400 tysięcy mieszkańców (około połowa z nich to Rosjanie). Przeznaczyliśmy na niego 4 dni – z czego jednego dnia chcieliśmy popłynąć promem do Helsinek.

Jak już wspominałam we wcześniejszym poście z Rygi, kółko od naszej walizki całkowicie się rozwaliło, a nawet poruszając się komunikacją miejską trzeba jakoś na przystanek dotrzeć. Na szczęście Krystian wpadł na super pomysł: przywiązaliśmy do bocznego uchwytu walizki mój szalik, za który można było podnieść ją tak, by jechała tylko na jednym kółku 🙂 Oczywiście przykuwaliśmy uwagę wszystkich przechodniów po drodze, ale działało.
Pałac prezydencki w Tallinie

Czytaj więcej o 3 dni w Tallinnie

Wilno i Kowno – 4 dni na Litwie

Wyjazd do krajów Nadbałtyckich wpadł mi do głowy zaraz po powrocie z Moskwy. Trochę zajęło mi przekonywanie Krystiana, który chciał jechać na Bałkany, ale w końcu zgodził się na mój pomysł:)

Od razu opracowałam plan – po 4 dni na każdy kraj. Podróżować postanowiliśmy autobusami – liniami Simple Express i Ecolines.

Jak dojechać do Wilna

Wyruszyliśmy z Wrocławia na wieczór i przed nami było około 13 godzin jazdy. Autobus bardzo nam się spodobał – miał nawet DVD w każdym zagłówku! Można było oglądać filmy, słuchać muzyki lub zagrać w proste gry. Niestety kiedy nadeszła noc, jeden pasażer zaczął tak mocno chrapać, że nawet moje stopery do uszu nic nie pomogły.
Pierwsze co nam się rzuciło w oczy, to tragiczny stan chodników poza centrum. Tak właśnie rozwaliliśmy kółko od naszej wspólnej walizki już pierwszego dnia.

Czytaj więcej o Wilno i Kowno – 4 dni na Litwie

Erywań + powrót do Kutaisi

Marszrutką do Armenii – pierwsze kłopoty

Z czystego lenistwa zdecydowaliśmy się pojechać z Tbilisi do Erywania marszrutką. Chciałam spokojnie oglądać widoki i posłuchać muzyki.
Kiedy pytaliśmy się ludzi gdzie jest dworzec autobusowy, pokazywali nam na mapie jedno miejsce, więc założyliśmy, że to na pewno tam. A że wydawało się dość niedaleko, postanowiliśmy iść na piechotę. Niestety okazało się, że było to dużo dalej, więc szliśmy około 2 godziny. Kiedy dotarliśmy tam w końcu (mocno sfrustrowani), ucieszyliśmy się, że od razu zgarnął nas kierowca marszrutki do Erywania. Była 12.00, a odjazd był planowany na 13.00. W środku siedziała tylko jedna osoba – był to Niemiec podróżujący po Azerbejdżanie, Gruzji i Armenii.

Postapokalpityczna Armenia

Siedzieliśmy tak około 2 godziny, po czym kierowca stwierdził, że ponieważ tylko nasza trójka chce jechać, musimy zapłacić po 50 lari. Inaczej musimy czekać do rana na kolejną marszrutę. Po krótkich negocjacjach, w których zostałam tłumaczem (kierowca nie mówił po angielsku, a Niemiec po rosyjsku) , stwierdziliśmy że nie ma innej opcji jak zapłacić tą wygórowaną sumę i pojechać.

Na granicy u Krystiana pojawił się problem z wypuszczeniem go z Gruzji – w paszporcie nie miał pieczątki wjazdowej (na lotnisku pokazał tylko dowód osobisty). Celnicza pytała „Jak Pan się znalazł w Gruzji?!” i zaczęło się wielkie poruszenie. Telefony, wzywanie przełożonych. W końcu jednak udało się… Następnie na granicy Ormiańskiej zostaliśmy wypytani o szczegóły naszego pobytu w Armenii: na ile jedziemy, w jaki rejon, po co, dlaczego, do kogo, skąd i jak długo znamy tą osobę. Dodatkowo pytali się także, kim jest dla mnie Krystian, jak długo jesteśmy razem, dlaczego nie mamy ślubu, kiedy dzieci, itp. W końcu mogliśmy wrócić do naszej marszrutki i czekać już tylko na Niemca.

Jednak on długo nie przychodził, a przecież stał w kolejce bezpośrednio za nami. W końcu poszłam sprawdzić co się dzieje – okazało się, że problem wynikał z pobytu Niemca w Azerbejdżanie jeszcze kilka dni temu, a te dwa kraje mają dość napięte stosunki polityczne i są w stanie zawieszenia broni. Sytuacji nie poprawiał fakt, że Niemiec nie mówił po rosyjsku, więc nie umiał się dogadać z celnikiem. Na zakończenie wszystkich procedur czekaliśmy około pół godziny – wykonywanie wielu telefonów, kserowanie paszportu, wszystkich rezerwacji hotelowych.
Armienia - stare miasto
Mijane miasto w Armenii

Czytaj więcej o Erywań + powrót do Kutaisi

Gruzja cz. 2 – Tbilisi

Z Batumii do Tbilisi – Stolicy Gruzji

Z Batumi do Gori postanowiliśmy pojechać marszrutką.  Kierowca chciał nas zabrać za 30 lari, ale kiedy Krystian powiedział, że mamy tylko 20, po chwili zastanowienia zgodził się nas zabrać. Gruzin jechał jak szalony (ale chyba bardziej by nas zdziwiło, gdyby jechał spokojnie) – wyprzedzał na trzeciego, przez wioski pędził z dużą prędkością i wymijał slalomem krowy 🙂 W pewnym mieście kazał nam wszystkim wyjść i przejść do innej marszrutki. Nikt nic nie mówił, więc uznaliśmy, że to normalna sytuacja. Możliwe, że tak się stało ponieważ było nas tylko 3 i kierowcy bardziej się opłacało nas upchnąć do kolegi niż robić pusty przebieg. Kto wie.

Czytaj więcej o Gruzja cz. 2 – Tbilisi