Helsinki w jeden dzień mini przewodnik po mieście

Jak dostać się do Helsinek 

 

Do Helsinek z Tallinna dopłynęliśmy promem. Wybraliśmy najtańszą opcję – linie Viking – wyjazd o 8.00 i powrót o 21.30. Podróż w jedną stronę trwa około 3 godziny.  Co więcej w tym dniu była promocja i zapłaciliśmy tylko połowę z tego co planowaliśmy.

Moim oczekiwaniem związanym z Finlandią było to, że wszystko będzie przypominało Muminki. Chciałam zjeść ciastka w ich formie, pizzę i zobaczyć ludzi-muminków! Ale niestety. Co prawda były pamiątki z podobizną Muminków (ciastka też), ale były tak drogie, że stwierdziłam, że nie ma opcji wydać tyle pieniędzy.

Czytaj więcej o Helsinki w jeden dzień mini przewodnik po mieście

3 dni w Tallinnie

Talin w 3 dni – najpopularniejsze atrakcje

Tallin, podobnie jak Wilno i Ryga, jak na stolicę nie jest duży. Mieszka w nim trochę ponad 400 tysięcy mieszkańców (około połowa z nich to Rosjanie). Przeznaczyliśmy na niego 4 dni – z czego jednego dnia chcieliśmy popłynąć promem do Helsinek.

Jak już wspominałam we wcześniejszym poście z Rygi, kółko od naszej walizki całkowicie się rozwaliło, a nawet poruszając się komunikacją miejską trzeba jakoś na przystanek dotrzeć. Na szczęście Krystian wpadł na super pomysł: przywiązaliśmy do bocznego uchwytu walizki mój szalik, za który można było podnieść ją tak, by jechała tylko na jednym kółku 🙂 Oczywiście przykuwaliśmy uwagę wszystkich przechodniów po drodze, ale działało.
Pałac prezydencki w Tallinie

Czytaj więcej o 3 dni w Tallinnie

Wilno i Kowno – 4 dni na Litwie

Wyjazd do krajów Nadbałtyckich wpadł mi do głowy zaraz po powrocie z Moskwy. Trochę zajęło mi przekonywanie Krystiana, który chciał jechać na Bałkany, ale w końcu zgodził się na mój pomysł:)

Od razu opracowałam plan – po 4 dni na każdy kraj. Podróżować postanowiliśmy autobusami – liniami Simple Express i Ecolines.

Jak dojechać do Wilna

Wyruszyliśmy z Wrocławia na wieczór i przed nami było około 13 godzin jazdy. Autobus bardzo nam się spodobał – miał nawet DVD w każdym zagłówku! Można było oglądać filmy, słuchać muzyki lub zagrać w proste gry. Niestety kiedy nadeszła noc, jeden pasażer zaczął tak mocno chrapać, że nawet moje stopery do uszu nic nie pomogły.
Pierwsze co nam się rzuciło w oczy, to tragiczny stan chodników poza centrum. Tak właśnie rozwaliliśmy kółko od naszej wspólnej walizki już pierwszego dnia.

Czytaj więcej o Wilno i Kowno – 4 dni na Litwie

Erywań + powrót do Kutaisi

Marszrutką do Armenii – pierwsze kłopoty

Z czystego lenistwa zdecydowaliśmy się pojechać z Tbilisi do Erywania marszrutką. Chciałam spokojnie oglądać widoki i posłuchać muzyki.
Kiedy pytaliśmy się ludzi gdzie jest dworzec autobusowy, pokazywali nam na mapie jedno miejsce, więc założyliśmy, że to na pewno tam. A że wydawało się dość niedaleko, postanowiliśmy iść na piechotę. Niestety okazało się, że było to dużo dalej, więc szliśmy około 2 godziny. Kiedy dotarliśmy tam w końcu (mocno sfrustrowani), ucieszyliśmy się, że od razu zgarnął nas kierowca marszrutki do Erywania. Była 12.00, a odjazd był planowany na 13.00. W środku siedziała tylko jedna osoba – był to Niemiec podróżujący po Azerbejdżanie, Gruzji i Armenii.

Postapokalpityczna Armenia

Siedzieliśmy tak około 2 godziny, po czym kierowca stwierdził, że ponieważ tylko nasza trójka chce jechać, musimy zapłacić po 50 lari. Inaczej musimy czekać do rana na kolejną marszrutę. Po krótkich negocjacjach, w których zostałam tłumaczem (kierowca nie mówił po angielsku, a Niemiec po rosyjsku) , stwierdziliśmy że nie ma innej opcji jak zapłacić tą wygórowaną sumę i pojechać.

Na granicy u Krystiana pojawił się problem z wypuszczeniem go z Gruzji – w paszporcie nie miał pieczątki wjazdowej (na lotnisku pokazał tylko dowód osobisty). Celnicza pytała „Jak Pan się znalazł w Gruzji?!” i zaczęło się wielkie poruszenie. Telefony, wzywanie przełożonych. W końcu jednak udało się… Następnie na granicy Ormiańskiej zostaliśmy wypytani o szczegóły naszego pobytu w Armenii: na ile jedziemy, w jaki rejon, po co, dlaczego, do kogo, skąd i jak długo znamy tą osobę. Dodatkowo pytali się także, kim jest dla mnie Krystian, jak długo jesteśmy razem, dlaczego nie mamy ślubu, kiedy dzieci, itp. W końcu mogliśmy wrócić do naszej marszrutki i czekać już tylko na Niemca.

Jednak on długo nie przychodził, a przecież stał w kolejce bezpośrednio za nami. W końcu poszłam sprawdzić co się dzieje – okazało się, że problem wynikał z pobytu Niemca w Azerbejdżanie jeszcze kilka dni temu, a te dwa kraje mają dość napięte stosunki polityczne i są w stanie zawieszenia broni. Sytuacji nie poprawiał fakt, że Niemiec nie mówił po rosyjsku, więc nie umiał się dogadać z celnikiem. Na zakończenie wszystkich procedur czekaliśmy około pół godziny – wykonywanie wielu telefonów, kserowanie paszportu, wszystkich rezerwacji hotelowych.
Armienia - stare miasto
Mijane miasto w Armenii

Czytaj więcej o Erywań + powrót do Kutaisi

Gruzja cz. 2 – Tbilisi

Z Batumii do Tbilisi – Stolicy Gruzji

Z Batumi do Gori postanowiliśmy pojechać marszrutką.  Kierowca chciał nas zabrać za 30 lari, ale kiedy Krystian powiedział, że mamy tylko 20, po chwili zastanowienia zgodził się nas zabrać. Gruzin jechał jak szalony (ale chyba bardziej by nas zdziwiło, gdyby jechał spokojnie) – wyprzedzał na trzeciego, przez wioski pędził z dużą prędkością i wymijał slalomem krowy 🙂 W pewnym mieście kazał nam wszystkim wyjść i przejść do innej marszrutki. Nikt nic nie mówił, więc uznaliśmy, że to normalna sytuacja. Możliwe, że tak się stało ponieważ było nas tylko 3 i kierowcy bardziej się opłacało nas upchnąć do kolegi niż robić pusty przebieg. Kto wie.

Czytaj więcej o Gruzja cz. 2 – Tbilisi

Gruzja cz. 1 – Batumi

Gruzja – Katowice ⇒ Kutaisi wyjazd autostopowy

Pierwotnie wypad do Gruzji planowaliśmy na wrzesień, jednak po znalezieniu tanich biletów na święta wielkanocne, doszliśmy do wniosku, że warto zmienić plany i kupić od razu bilety. Tak więc 30 marca wylecieliśmy z Katowic do Kutaisi. Nasz plan zakładał:
 
1 dzień – lotnisko w Kutaisi-> Batumi
2 dzień – Batumi –> Tbilisi
3 dzień – Tbilisi
4 dzień – Tbilisi-Erywań
5 dzień – Erywań
6 dzień – Erywań -> Kutaisi
7 dzień – Kutaisi -> lotnisko
 
Ponieważ wylądowaliśmy w Gruzji już o 6 rano i było jeszcze ciemno (+ deszcz), nie uśmiechało nam się iść od razu na stopa, więc postanowiliśmy położyć się na „kanapach” na lotnisku i przespać się aż całkowicie się rozjaśni. Co chwila jednak podchodzili do nas taksówkarze i kierowcy marszrutek oferując podwózkę gdziekolwiek byśmy chcieli. Proponowali m.in. przejazd do Batumi za 20 lari (co jest bardzo dużo, ponieważ wystarczy pójść na ulicę przy lotnisku i złapać jadącą marszrutkę już za 10 lari). Nie wystarczało im jednak powiedzieć nie. Oni nagabywali długo i trzeba było powtarzać kilka razy i stanowczo, że chcemy jechać stopem do Batumi i nie interesuje nas transport za jakiekolwiek pieniądze. Nawet to ich nie zniechęciło, ponieważ wtedy zaproponowali zawieźć nas za 10 lari do Samtredii (ok. 13km), gdzie według nich staje autostop. To nic, że za tyle samo dojechalibyśmy do Batumi…
 
Kiedy się rozjaśniło,  poszliśmy łapać stopa. Po 2-3 minutowym oczekiwaniu na bardzo mało ruchliwej drodze zatrzymał się Gruzin jadący do pracy do Samtredii. Mogliśmy z nim nawet rozmawiać po angielsku 🙂 Był bardzo podekscytowany, że przyjechaliśmy do jego kraju aż z Polski, opowiadał nam co musimy koniecznie zobaczyć i zjeść. Kiedy poprosiliśmy, żeby wytłumaczył nam czym są khinkali, było mu bardzo ciężko wytłumaczyć i chciał jakoś pokazać to rękami, co jednak dało dość zabawny efekt i w końcu machnął ręką. Wysadził nas na skrzyżowaniu w stronę Batumi i jeszcze jak odjeżdżał trąbił na nas i machał do nas z daleka.
 

Czytaj więcej o Gruzja cz. 1 – Batumi

Wyjazd do Lwowa z Wrocławia

Ukraina – dobry pomysł na wyprawę?

Od bardzo dawna myślałam, żeby pojechać do Lwowa. Jednak zawsze mówiłam: „kiedyś…”, co oznacza, że szanse na wyjazd są raczej nikłe. Wszystko zmieniło się, kiedy pewnego razu przeglądając ceny PolskiegoBusa, zobaczyłam bilety do Rzeszowa za 15 zł. I tak z Krystianem mieliśmy gdzieś jechać na ferie, więc czemu nie na wschód? Następnie trzeba było zaplanować jakoś dojazd z Rzeszowa do Lwowa. Jak pewnie większość osób, zaczęłam szukać informacji w Internecie, dzięki czemu nasza trasa miała wyglądać tak:

Wrocław – Rzeszów -> PolskiBus (15zł)
Rzeszów –  Przemyśl -> pociąg Regio   (5,2 zł)
Przemyśl –  Medyka -> bus (ok. 2zł)
Szegini – Lwów -> marszrutka (30 hrywien)
Cenowo ok, a długość trasy i kilka przesiadek dla nas nie jest żadną przeszkodą, więc nic tylko jechać!
Niedawno z Wrocławia do Lwowa pojawiła się opcja wylotów liniami Ryanair. Polecam poszukać tanich biletów na wyszukiwarce lotów.
Miałam dylemat gdzie wymienić pieniądze. W końcu jednak zdecydowałam się na kupienie hrywien w Przemyślu. Na to samo wyszłoby też kupienie ich we Lwowie na rynku.
Jeżeli chodzi o zakwaterowanie, z początku myśleliśmy o tanich hostelach, ale kiedy zobaczyliśmy ceny hoteli to aż żal było nie skorzystać.  Za dwie noce w hotelu 600 m od rynku zapłaciliśmy razem 100 zł. Pokój nowy, z łazienką, Wi-fi miało bardzo dobry zasięg!
 
Po 12 godzinnej podróży, w końcu dotarliśmy do Lwowa. Marszrutki zatrzymują się przy głównym dworcu kolejowym, więc żeby dojechać do centrum, poszliśmy na tramwaj. W innych krajach mielibyśmy wyrzuty sumienia i pewnie poszlibyśmy na piechotę, ale tutaj bilet tramwajowy kosztował nas… 16 gr! Niesamowite jest to, że ludzie chcący kupić bilet nie idą do przodu ustawić się w kolejce do motorniczego, ale siadają sobie i podają pieniądze przez cały tramwaj. Następnie wraca już skasowany bilet razem z ewentualną resztą.
lwów rynek
Jedna z uliczek centrum


Czytaj więcej o Wyjazd do Lwowa z Wrocławia