Bad Ragaz – Szwajcaria

Przed nami drugi dzień w Szwajcarii! Po wyspaniu się w wygodnym łóżku, zjedzeniu batonika musli, napełnieniu butelki wody w fontannie, ruszyliśmy na wjazd na autostradę, by łapać stopa do Bad Ragaz. Mina nam trochę zrzedła, jak okazało się, że NIKT nie jeździ tą drogą. Bo z tego wjazdu korzystają tylko osoby jadące z Sufers. A to kilkanaście domów na krzyż, żadnej żywej duszy dookoła… Wszyscy na polach, bo akurat był czas żniw.
Cud! Nie staliśmy nawet 5 minut, a zatrzymał się samochód (drugi jaki nas minął). To się nazywa szczęście 🙂 Tak dojechaliśmy do Chur, a stamtąd też bardzo szybko i sprawnie dostaliśmy się do Bad Ragaz.
Bad Ragaz Szwajcaria

 

Bad Ragaz – Kulturowa Stolica Szwajcarii

Kierowca samochodu, który nas zabrał, jechał co prawda dużo dalej, ale zjechał z autostrady i podwiózł nas do centrum miasta, a także powiedział, gdzie powinniśmy pójść. Po drodze mówił, że żeby coś kupić w Bad Ragaz, trzeba mieć pieniądze. To nas trochę podłamało – w Szwajcarii wszystko jest dla nas bardzo drogie, a jeżeli Szwajcar mówi nam, że dla niego jest tam wyjątkowo drogo, to nie zapowiada nic dobrego.

Bad Ragaz Szwajcaria Miasto Sztuki
Z powodu gorąca zrobiliśmy się trochę leniwi, więc pierwsze co zrobiliśmy, to skierowaliśmy nasze kroki w miejsce, gdzie można usiąść w cieniu. Kiedy trochę naładowaliśmy akumulatory i nasze morały wzrosły, trzeba było gdzieś pójść. Ale gdzie? Mamy ponad 6 godzin zanim nasz host będzie w domu. Więc… postanowiliśmy iść przed siebie.
Typowy niemiec

Bad Ragaz to małe miasteczko, mieszka w nim około 6 tysięcy osób. Jak to bywa w miejscowościach górskich, sezon trwa tutaj cały rok, więc także teraz było sporo turystów, w większości starszych osób grających w golfa lub spacerujących po terenach pięciogwiazdkowych hoteli. Ja nie wiem skąd Ci ludzie mają tyle pieniędzy i myślę że dla większości z Nas będzie to zagadką do końca życia. Na swoją obronę, by nikt nie myślał że jestem jakoś mocno przewrażliwiona, nawet nasz host potwierdził że na pobyt w takim hotelu nawet większości Szwajcarów  nie stać.

Niedługo w Bad Ragaz miał mieć miejsce festiwal artystyczny, więc mogliśmy zobaczyć wiele eksponatów. Znajdowały się one na terenie całego miasta – zarówno w centrum, w parkach, na obrzeżach.

Bad Ragaz
Bad Ragaz
Bad Ragaz Bibloteka

Tutaj także poratowała nas fontanna z zimną wodą. W tych miejscach jest to tak powszechne, że naprawdę w późniejszych etapach trasy mocno tęskniliśmy za nimi.

Bad Ragaz fontanna

Bad Ragaz Tamina Quelle – jaskinia na końcu drogi

I tak za 300 m doszliśmy do początku szlaku prowadzącego do Tamina Quelle. Ponieważ i tak nie mieliśmy konkretnego planu, w słońcu mogliśmy się roztopić, a szlak był zacieniony, wzdłuż niego biegła cały czas rzeka, wybraliśmy właśnie tą opcję! A co nas dodatkowo zaciekawiło – rzeka ma całkowicie szary kolor. A na jej brzegach była tylko szara glina. 

Bad Ragaz Tamina Quelle

I faktycznie – praktycznie cały czas szliśmy w cieniu. A kiedy w końcu zobaczyliśmy niebo – nad nami ukazała się budowa mostu. A dokładniej rekonstruowali ten most ze względu na zły stan techniczny. Wielka szkoda ale na pewno kiedyś chcielibyśmy się nim kiedyś przejechać! Widoki muszą być fenomenalne.

Bad Ragaz Tamina Quelle
Po 8 km żwirowej trasy w końcu doszliśmy do celu. Naszym oczom ukazał się duży biały budynek, w którym znajdowała się restauracja. Od  razu go ominęliśmy, by nie drażnić swojego wygłodniałego organizmu ładnymi zapachami.
Bad Ragaz Tamina Quelle

Tamina Quelle – Thermalquelle

Co za ulga – w końcu wejście do Tamina quelle! Ale zaraz. Po co ta bramka? I dlaczego ludzie wrzucają coś do wiszącej obok puszki? To pozwiedzaliśmy… Nie mamy drobnych… :/ Wstęp 5 franków za osobę (prawie 20 zł). Jeszcze gdyby można było zapłacić kartą, to może byśmy weszli.
No nic! Pozostało nam cofnąć się kilkadziesiąt metrów na ławkę, gdzie nabieraliśmy sił przed powrotnymi 8 km. Krystian chciał napisać na kartce „BIEDNI STUDENCI, NIE MAMY NA BILET”, ale jakoś daliśmy sobie spokój.
Trochę tylko zabolało nas to, jak ludzie, którzy dopiero szli w stronę Tamina Quelle, pytali nas czy warto tam wejść. Mówiliśmy, że niestety nie udało nam się wejść. Patrzyli na nas zdziwieni.
Bad Ragaz Tamina Quelle

W drodze powrotnej tym razem ja złapałam kryzys. Jednak nie nadaję się na wyjazd, gdzie mało się je (i nic ciepłego). Plan był taki, że jakoś przetrwamy Szwajcarię i Liechtenstein bez obiadu. Ale ja myślałam tylko o jedzeniu i byłam skłonna zmienić plany tak, by trafić szybciej do „tanich” Niemiec. Kocham jeść, obiad to moja najszczęśliwsza pora dnia! A w moich notatkach najważniejszym słowem było „głodna”. A z reguły pisałam je zajadając wafelka.

Bad Ragaz – powrót to sztuki

Mając jeszcze trochę czasu, poszliśmy na spacer po mieście. Co nam się chyba najbardziej spodobało, to multimedialna forma sztuki.

Bad Ragaz Art
Bad Ragaz
Bad Ragaz
Bad Ragaz

Niedaleko znajdował się kompleks pięciogwiazdkowych hoteli, w którym znajdował się także piękny park. Wszystko oczywiście było zadbane, trawa idealnie przystrzyżona. A do tego jaki widok z tyłu!

Bad Ragaz
Bad Ragaz

Jak pisałam wcześniej, można tam było spotkać wiele instalacji artystycznych. Na poniższym zdjęciu jest rzeźba, która przedstawia pracę w dużych korporacjach.

Bad Ragaz
Jak Wam się podoba?
Bad Ragaz
Bad Ragaz
Bad Ragaz

Poniżej widać wspomnianą wcześniej przeze mnie szarą rzekę.

Bad Ragaz

Nasz host okazał się naprawdę świetny – opowiedział nam wiele super ciekawych historii o okolicy, o ludziach w Szwajcarii… A na koniec ugościł nas ciepłym posiłkiem i upiekł chleb! Byliśmy wniebowzięci.

Bad Ragaz

Na drugi dzień rano trzeba było znowu ruszać dalej – do Liechtensteinu! To około 20 km od Bad Ragaz, także całkiem niedaleko. Łapaliśmy stopa jednak z Maienfield, gdzie zobaczyliśmy niesamowitą rzecz – rosnące kiwi! Szkoda, że było jeszcze niedojrzałe 🙂

Kiwi na drzewie

Post Author: WolnymKrokiem