Podsumowanie roku 2015

Mijający rok był dla nas bardzo pracowity. Na początku stycznia Krystian stwierdził, że 3 tygodnie przed obroną trzeba jednak napisać pracę inżynierską. Kiedy już został inżynierem, a ja zdałam sesję, można było gdzieś pojechać. Jak zwykle nie było żadnego planu gdzie. Po prostu chodziłam sobie po Internetach, aż znalazłam bilety do Rzeszowa za 15 zł. Wtedy pojawiła się myśl: nigdy nie byliśmy na wschodzie Polski… Czas to zmienić! Po kupieniu biletów pomyśleliśmy sobie, że skoro jedziemy już tak daleko, to bez sensu być 4 dni tylko tam. Pojedźmy do Lwowa! Tak właśnie zaczął się nasz pierwszy wyjazd.

Czytaj więcej o Podsumowanie roku 2015

Erywań + powrót do Kutaisi

Marszrutką do Armenii – pierwsze kłopoty

Z czystego lenistwa zdecydowaliśmy się pojechać z Tbilisi do Erywania marszrutką. Chciałam spokojnie oglądać widoki i posłuchać muzyki.
Kiedy pytaliśmy się ludzi gdzie jest dworzec autobusowy, pokazywali nam na mapie jedno miejsce, więc założyliśmy, że to na pewno tam. A że wydawało się dość niedaleko, postanowiliśmy iść na piechotę. Niestety okazało się, że było to dużo dalej, więc szliśmy około 2 godziny. Kiedy dotarliśmy tam w końcu (mocno sfrustrowani), ucieszyliśmy się, że od razu zgarnął nas kierowca marszrutki do Erywania. Była 12.00, a odjazd był planowany na 13.00. W środku siedziała tylko jedna osoba – był to Niemiec podróżujący po Azerbejdżanie, Gruzji i Armenii.

Postapokalpityczna Armenia

Siedzieliśmy tak około 2 godziny, po czym kierowca stwierdził, że ponieważ tylko nasza trójka chce jechać, musimy zapłacić po 50 lari. Inaczej musimy czekać do rana na kolejną marszrutę. Po krótkich negocjacjach, w których zostałam tłumaczem (kierowca nie mówił po angielsku, a Niemiec po rosyjsku) , stwierdziliśmy że nie ma innej opcji jak zapłacić tą wygórowaną sumę i pojechać.

Na granicy u Krystiana pojawił się problem z wypuszczeniem go z Gruzji – w paszporcie nie miał pieczątki wjazdowej (na lotnisku pokazał tylko dowód osobisty). Celnicza pytała „Jak Pan się znalazł w Gruzji?!” i zaczęło się wielkie poruszenie. Telefony, wzywanie przełożonych. W końcu jednak udało się… Następnie na granicy Ormiańskiej zostaliśmy wypytani o szczegóły naszego pobytu w Armenii: na ile jedziemy, w jaki rejon, po co, dlaczego, do kogo, skąd i jak długo znamy tą osobę. Dodatkowo pytali się także, kim jest dla mnie Krystian, jak długo jesteśmy razem, dlaczego nie mamy ślubu, kiedy dzieci, itp. W końcu mogliśmy wrócić do naszej marszrutki i czekać już tylko na Niemca.

Jednak on długo nie przychodził, a przecież stał w kolejce bezpośrednio za nami. W końcu poszłam sprawdzić co się dzieje – okazało się, że problem wynikał z pobytu Niemca w Azerbejdżanie jeszcze kilka dni temu, a te dwa kraje mają dość napięte stosunki polityczne i są w stanie zawieszenia broni. Sytuacji nie poprawiał fakt, że Niemiec nie mówił po rosyjsku, więc nie umiał się dogadać z celnikiem. Na zakończenie wszystkich procedur czekaliśmy około pół godziny – wykonywanie wielu telefonów, kserowanie paszportu, wszystkich rezerwacji hotelowych.
Armienia - stare miasto
Mijane miasto w Armenii

Czytaj więcej o Erywań + powrót do Kutaisi

Gruzja cz. 2 – Tbilisi

Z Batumii do Tbilisi – Stolicy Gruzji

Z Batumi do Gori postanowiliśmy pojechać marszrutką.  Kierowca chciał nas zabrać za 30 lari, ale kiedy Krystian powiedział, że mamy tylko 20, po chwili zastanowienia zgodził się nas zabrać. Gruzin jechał jak szalony (ale chyba bardziej by nas zdziwiło, gdyby jechał spokojnie) – wyprzedzał na trzeciego, przez wioski pędził z dużą prędkością i wymijał slalomem krowy 🙂 W pewnym mieście kazał nam wszystkim wyjść i przejść do innej marszrutki. Nikt nic nie mówił, więc uznaliśmy, że to normalna sytuacja. Możliwe, że tak się stało ponieważ było nas tylko 3 i kierowcy bardziej się opłacało nas upchnąć do kolegi niż robić pusty przebieg. Kto wie.

Czytaj więcej o Gruzja cz. 2 – Tbilisi

Gruzja cz. 1 – Batumi

Gruzja – Katowice ⇒ Kutaisi wyjazd autostopowy

Pierwotnie wypad do Gruzji planowaliśmy na wrzesień, jednak po znalezieniu tanich biletów na święta wielkanocne, doszliśmy do wniosku, że warto zmienić plany i kupić od razu bilety. Tak więc 30 marca wylecieliśmy z Katowic do Kutaisi. Nasz plan zakładał:
 
1 dzień – lotnisko w Kutaisi-> Batumi
2 dzień – Batumi –> Tbilisi
3 dzień – Tbilisi
4 dzień – Tbilisi-Erywań
5 dzień – Erywań
6 dzień – Erywań -> Kutaisi
7 dzień – Kutaisi -> lotnisko
 
Ponieważ wylądowaliśmy w Gruzji już o 6 rano i było jeszcze ciemno (+ deszcz), nie uśmiechało nam się iść od razu na stopa, więc postanowiliśmy położyć się na „kanapach” na lotnisku i przespać się aż całkowicie się rozjaśni. Co chwila jednak podchodzili do nas taksówkarze i kierowcy marszrutek oferując podwózkę gdziekolwiek byśmy chcieli. Proponowali m.in. przejazd do Batumi za 20 lari (co jest bardzo dużo, ponieważ wystarczy pójść na ulicę przy lotnisku i złapać jadącą marszrutkę już za 10 lari). Nie wystarczało im jednak powiedzieć nie. Oni nagabywali długo i trzeba było powtarzać kilka razy i stanowczo, że chcemy jechać stopem do Batumi i nie interesuje nas transport za jakiekolwiek pieniądze. Nawet to ich nie zniechęciło, ponieważ wtedy zaproponowali zawieźć nas za 10 lari do Samtredii (ok. 13km), gdzie według nich staje autostop. To nic, że za tyle samo dojechalibyśmy do Batumi…
 
Kiedy się rozjaśniło,  poszliśmy łapać stopa. Po 2-3 minutowym oczekiwaniu na bardzo mało ruchliwej drodze zatrzymał się Gruzin jadący do pracy do Samtredii. Mogliśmy z nim nawet rozmawiać po angielsku 🙂 Był bardzo podekscytowany, że przyjechaliśmy do jego kraju aż z Polski, opowiadał nam co musimy koniecznie zobaczyć i zjeść. Kiedy poprosiliśmy, żeby wytłumaczył nam czym są khinkali, było mu bardzo ciężko wytłumaczyć i chciał jakoś pokazać to rękami, co jednak dało dość zabawny efekt i w końcu machnął ręką. Wysadził nas na skrzyżowaniu w stronę Batumi i jeszcze jak odjeżdżał trąbił na nas i machał do nas z daleka.
 

Czytaj więcej o Gruzja cz. 1 – Batumi

Strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) - korzystając z niej akceptujesz ten fakt. Więcej info na temat ciasteczek.

Ciasteczka wykorzystywane są na stronie by jak najprzyjemniej było Ci z niej korzystać. Ciasteczka nie są groźnie i zapisują trwałe elementy strony w pamięci podręcznej by strona jak najszybciej funkcjonowała. Klikając "Akceptuję" zgadzasz się na to.

Zamknij