Podsumowanie roku 2015

 Mijający rok był dla nas bardzo pracowity. Na początku stycznia Krystian stwierdził, że 3 tygodnie przed obroną trzeba jednak napisać pracę inżynierską. Kiedy już został inżynierem, a ja zdałam sesję, można było gdzieś pojechać. Jak zwykle nie było żadnego planu gdzie. Po prostu chodziłam sobie po Internetach, aż znalazłam bilety do Rzeszowa za 15 zł. Wtedy pojawiła się myśl: nigdy nie byliśmy na wschodzie Polski… Czas to zmienić! Po kupieniu biletów pomyśleliśmy sobie, że skoro jedziemy już tak daleko, to bez sensu być 4 dni tylko tam. Pojedźmy do Lwowa! Tak właśnie zaczął się nasz pierwszy wyjazd.

Czytaj więcej o Podsumowanie roku 2015

Sierpniowy wyjazd – podsumowanie

Kiedy planowaliśmy ten wyjazd, miał on wyglądać zupełnie inaczej. Przede wszystkim nie braliśmy pod uwagę Włoch, samolotu, zamiast 10 dni miało być 20… Wiele czynników wpłynęło na to, jak wyglądała na końcu nasza podróż. Większość planu udało się spełnić, aż ostatniego dnia pogoda (i pewnie nasze niedoświadczenie) bardzo wpłynęła na nasz powrót.

Czytaj więcej o Sierpniowy wyjazd – podsumowanie

Monachium

Zwiedzanie Monachium wypadło dość przypadkowo. Pierwotnym planem był powrót z Fussen od razu do Wrocławia autostopem, ale znalazłam bilet na Megabusa właśnie ze stolicy Bawarii do Lipska po 7 euro od osoby. W dodatku przez noc.
Chcieliśmy być najpóźniej w Monachium o 20.00, więc zrobiliśmy sobie duży zapas czasowy i wyjechaliśmy z Fussen już po 9.00. To 170 km dwoma różnymi autostradami. Katrin, u której spaliśmy, podwiozła nas na wylotówkę. A my złapaliśmy stopa od razu! Ona nawet jeszcze nie zdążyła odjechać 🙂 Nasze kolejne doświadczenie z takim sposobem podróżowania spisało się znakomicie. W niecałe 2 godziny byliśmy w Monachium!
Monachium

Czytaj więcej o Monachium

Fussen + zamek Neuschwanstein

Zamek Neuschwanstein czyli bawarskie atrakcje

W dniu, w którym wyjeżdżaliśmy z Liechtensteinu (o którym pisałam tutaj), było święto narodowe, i z tego powodu komunikacja autobusowa była darmowa. Dlatego skorzystaliśmy z okazji i takim właśnie sposobem dostaliśmy się do Feldkirch w Austrii, skąd łapaliśmy stopa do Fussen. Ponieważ od celu dzieliło nas niecałe 200 km, spodziewaliśmy się dość długiej jazdy z wieloma kierowcami. A tu niespodzianka. 3 samochody, niecałe 3 godziny, i jesteśmy w Fussen!

Chociaż nie wszystko było takie kolorowe. Jak tylko przekroczyliśmy granicę austriacko-niemiecką, zaczął padać deszcz. No nic… liczyliśmy na cud, że na drugi dzień będzie ładniej.

Czytaj więcej o Fussen + zamek Neuschwanstein

Liechtenstein

Do Liechtensteinu z Bad Ragaz, o którym pisałam tutaj, jest 20 km. Także bardzo szybko znaleźliśmy się w kolejnym już kraju. Oczywiście autostopem.
Ponieważ mało kto wie coś o Liechtensteinie, poniżej zamieszczę kilka ciekawostek o tym państwie:
  • Oficjalna nazwa to Księstwo Liechtensteinu;
  • Od 1989 roku głową państwa jest Hans Adam III;
  • W całym kraju mieszka około 37 tysięcy osób;
  • Stolicą tego małego państwa jest Vaduz, drugie co do wielkości miasto w Liechtensteinie (mieszka w nim prawie 5,5 tys. mieszkańców. A w większym Schaan – prawie 6 tys.);
  • Jest w nim 11 miast (albo raczej – miasteczek);
  • Oficjalną religią jest katolicyzm (w 1997 roku Jan Paweł II nadał kościołowi w Vaduz arcybiskupstwo);
  • Jak mówił nam każdy mieszkaniec – Liechtenstein to nie tylko banki – to także wysoko rozwinięty przemysł (np. jest największym na świecie eksporterem urządzeń dentystycznych);
  • Kraj ten nie posiada armii;
  • Walutą jest frank szwajcarski;
  • Mieszkają w nim naprawdę życzliwi ludzie!
  • 15 sierpnia mają tam święto narodowe z okazji urodzin poprzedniego księcia.

Czytaj więcej o Liechtenstein

Bad Ragaz – Szwajcaria

Przed nami drugi dzień w Szwajcarii! Po wyspaniu się w wygodnym łóżku, zjedzeniu batonika musli, napełnieniu butelki wody w fontannie, ruszyliśmy na wjazd na autostradę, by łapać stopa do Bad Ragaz. Mina nam trochę zrzedła, jak okazało się, że NIKT nie jeździ tą drogą. Bo z tego wjazdu korzystają tylko osoby jadące z Sufers. A to kilkanaście domów na krzyż, żadnej żywej duszy dookoła… Wszyscy na polach, bo akurat był czas żniw.
Cud! Nie staliśmy nawet 5 minut, a zatrzymał się samochód (drugi jaki nas minął). To się nazywa szczęście 🙂 Tak dojechaliśmy do Chur, a stamtąd też bardzo szybko i sprawnie dostaliśmy się do Bad Ragaz.
Bad Ragaz Szwajcaria

Czytaj więcej o Bad Ragaz – Szwajcaria

Wilno i Kowno – 4 dni na Litwie

Wyjazd do krajów Nadbałtyckich wpadł mi do głowy zaraz po powrocie z Moskwy. Trochę zajęło mi przekonywanie Krystiana, który chciał jechać na Bałkany, ale w końcu zgodził się na mój pomysł:)

Od razu opracowałam plan – po 4 dni na każdy kraj. Podróżować postanowiliśmy autobusami – liniami Simple Express i Ecolines.

Jak dojechać do Wilna

Wyruszyliśmy z Wrocławia na wieczór i przed nami było około 13 godzin jazdy. Autobus bardzo nam się spodobał – miał nawet DVD w każdym zagłówku! Można było oglądać filmy, słuchać muzyki lub zagrać w proste gry. Niestety kiedy nadeszła noc, jeden pasażer zaczął tak mocno chrapać, że nawet moje stopery do uszu nic nie pomogły.
Pierwsze co nam się rzuciło w oczy, to tragiczny stan chodników poza centrum. Tak właśnie rozwaliliśmy kółko od naszej wspólnej walizki już pierwszego dnia.

Czytaj więcej o Wilno i Kowno – 4 dni na Litwie

Erywań + powrót do Kutaisi

Marszrutką do Armenii – pierwsze kłopoty

Z czystego lenistwa zdecydowaliśmy się pojechać z Tbilisi do Erywania marszrutką. Chciałam spokojnie oglądać widoki i posłuchać muzyki.
Kiedy pytaliśmy się ludzi gdzie jest dworzec autobusowy, pokazywali nam na mapie jedno miejsce, więc założyliśmy, że to na pewno tam. A że wydawało się dość niedaleko, postanowiliśmy iść na piechotę. Niestety okazało się, że było to dużo dalej, więc szliśmy około 2 godziny. Kiedy dotarliśmy tam w końcu (mocno sfrustrowani), ucieszyliśmy się, że od razu zgarnął nas kierowca marszrutki do Erywania. Była 12.00, a odjazd był planowany na 13.00. W środku siedziała tylko jedna osoba – był to Niemiec podróżujący po Azerbejdżanie, Gruzji i Armenii.

Postapokalpityczna Armenia

Siedzieliśmy tak około 2 godziny, po czym kierowca stwierdził, że ponieważ tylko nasza trójka chce jechać, musimy zapłacić po 50 lari. Inaczej musimy czekać do rana na kolejną marszrutę. Po krótkich negocjacjach, w których zostałam tłumaczem (kierowca nie mówił po angielsku, a Niemiec po rosyjsku) , stwierdziliśmy że nie ma innej opcji jak zapłacić tą wygórowaną sumę i pojechać.

Na granicy u Krystiana pojawił się problem z wypuszczeniem go z Gruzji – w paszporcie nie miał pieczątki wjazdowej (na lotnisku pokazał tylko dowód osobisty). Celnicza pytała „Jak Pan się znalazł w Gruzji?!” i zaczęło się wielkie poruszenie. Telefony, wzywanie przełożonych. W końcu jednak udało się… Następnie na granicy Ormiańskiej zostaliśmy wypytani o szczegóły naszego pobytu w Armenii: na ile jedziemy, w jaki rejon, po co, dlaczego, do kogo, skąd i jak długo znamy tą osobę. Dodatkowo pytali się także, kim jest dla mnie Krystian, jak długo jesteśmy razem, dlaczego nie mamy ślubu, kiedy dzieci, itp. W końcu mogliśmy wrócić do naszej marszrutki i czekać już tylko na Niemca.

Jednak on długo nie przychodził, a przecież stał w kolejce bezpośrednio za nami. W końcu poszłam sprawdzić co się dzieje – okazało się, że problem wynikał z pobytu Niemca w Azerbejdżanie jeszcze kilka dni temu, a te dwa kraje mają dość napięte stosunki polityczne i są w stanie zawieszenia broni. Sytuacji nie poprawiał fakt, że Niemiec nie mówił po rosyjsku, więc nie umiał się dogadać z celnikiem. Na zakończenie wszystkich procedur czekaliśmy około pół godziny – wykonywanie wielu telefonów, kserowanie paszportu, wszystkich rezerwacji hotelowych.
Armienia - stare miasto
Mijane miasto w Armenii

Czytaj więcej o Erywań + powrót do Kutaisi

Gruzja cz. 1 – Batumi

Gruzja – Katowice ⇒ Kutaisi wyjazd autostopowy

Pierwotnie wypad do Gruzji planowaliśmy na wrzesień, jednak po znalezieniu tanich biletów na święta wielkanocne, doszliśmy do wniosku, że warto zmienić plany i kupić od razu bilety. Tak więc 30 marca wylecieliśmy z Katowic do Kutaisi. Nasz plan zakładał:
 
1 dzień – lotnisko w Kutaisi-> Batumi
2 dzień – Batumi –> Tbilisi
3 dzień – Tbilisi
4 dzień – Tbilisi-Erywań
5 dzień – Erywań
6 dzień – Erywań -> Kutaisi
7 dzień – Kutaisi -> lotnisko
 
Ponieważ wylądowaliśmy w Gruzji już o 6 rano i było jeszcze ciemno (+ deszcz), nie uśmiechało nam się iść od razu na stopa, więc postanowiliśmy położyć się na „kanapach” na lotnisku i przespać się aż całkowicie się rozjaśni. Co chwila jednak podchodzili do nas taksówkarze i kierowcy marszrutek oferując podwózkę gdziekolwiek byśmy chcieli. Proponowali m.in. przejazd do Batumi za 20 lari (co jest bardzo dużo, ponieważ wystarczy pójść na ulicę przy lotnisku i złapać jadącą marszrutkę już za 10 lari). Nie wystarczało im jednak powiedzieć nie. Oni nagabywali długo i trzeba było powtarzać kilka razy i stanowczo, że chcemy jechać stopem do Batumi i nie interesuje nas transport za jakiekolwiek pieniądze. Nawet to ich nie zniechęciło, ponieważ wtedy zaproponowali zawieźć nas za 10 lari do Samtredii (ok. 13km), gdzie według nich staje autostop. To nic, że za tyle samo dojechalibyśmy do Batumi…
 
Kiedy się rozjaśniło,  poszliśmy łapać stopa. Po 2-3 minutowym oczekiwaniu na bardzo mało ruchliwej drodze zatrzymał się Gruzin jadący do pracy do Samtredii. Mogliśmy z nim nawet rozmawiać po angielsku 🙂 Był bardzo podekscytowany, że przyjechaliśmy do jego kraju aż z Polski, opowiadał nam co musimy koniecznie zobaczyć i zjeść. Kiedy poprosiliśmy, żeby wytłumaczył nam czym są khinkali, było mu bardzo ciężko wytłumaczyć i chciał jakoś pokazać to rękami, co jednak dało dość zabawny efekt i w końcu machnął ręką. Wysadził nas na skrzyżowaniu w stronę Batumi i jeszcze jak odjeżdżał trąbił na nas i machał do nas z daleka.
 

Czytaj więcej o Gruzja cz. 1 – Batumi

Strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) - korzystając z niej akceptujesz ten fakt. Więcej info na temat ciasteczek.

Ciasteczka wykorzystywane są na stronie by jak najprzyjemniej było Ci z niej korzystać. Ciasteczka nie są groźnie i zapisują trwałe elementy strony w pamięci podręcznej by strona jak najszybciej funkcjonowała. Klikając "Akceptuję" zgadzasz się na to.

Zamknij