Kl’ak – poznając Wielką Fatrę na Słowacji

Zdobywanie Kl’ak zimą

Słowacja to wspaniały kraj, jednak większość z nas często zapomina o niej podczas szukania miejsca na wyjazd. Do niedawna także my za bardzo nie braliśmy go pod uwagę jako  docelowe miejsce naszych wędrówek. Jednak pewnego razu rzuciliśmy hasło: „jedźmy w góry na Słowację” i tak naprawdę dopiero kilka dni przed wyjazdem zdecydowaliśmy się na Małą i Wielką Fatrę.

Komu w drogę temu Słowacja!

 

Mogliśmy pozwolić sobie tylko na 4 dni wolnego, więc jak zwykle mieliśmy dość napięty plan. Jako punkt wypadowy obraliśmy sobie małą miejscowość Turany, która leży u stóp Małej Fatry, jednak jest też blisko do Wielkiej Fatry. Zresztą, co tu dużo mówić – na Słowacji gdziekolwiek byśmy się nie zatrzymali, dookoła byłyby góry czyli to co interesowało nas najbardziej.

 

 

Kiedy szukaliśmy informacji na temat Parku Narodowego Wielkiej Fatry to ciężko było coś znaleźć. Jeśli już natrafiliśmy na jakiś ślad, był on zazwyczaj na temat szlaków ze strony południowej,  a nie tej co nas interesowała – północnej. W końcu jednak postanowiliśmy, że jeden dzień przeznaczymy na zdobycie Kl’aka (1394 m n.p.m.).

 

SZLAK na Kl’ak!

Naszą podróż postanowiliśmy rozpocząć od miejscowości Podhradie skąd odchodził niebieski szlak. Niestety po drodze nie było żadnych znaków postojowych, dlatego z nadzieją, że za chwilę na coś natrafimy jechaliśmy dalej wzdłuż asfaltowej dróżki pomiędzy lasem. Po kilometrze stwierdziliśmy jednak, że ryzykujemy trochę parkując się autem wgłąb Parku Narodowego, więc zatrzymaliśmy się na polanie. Później okazało się, że nie potrzebnie się martwiliśmy ponieważ kilometr dalej było miejsce piknikowe, gdzie bez problemu moglibyśmy pozostawić nasze autko.

 

 

Szczerze mówiąc szlak nie zapowiadał się zbyt ciekawie. Przez prawie godzinę szliśmy żwirową płaską drogą. Do tego jeszcze wszystko było szare i ponure. Ewidentnie wiosna jeszcze tam nie zawitała.

 

 

Cały czas tylko szliśmy zniechęceni nietrafionym szlakiem i czekaliśmy, kiedy w końcu będzie szczyt. A trasa tak się dłużyła! Jedyne co nas ratowało to nieliczne widoki szczytów z pobliskiego Parku Narodowego Małej Fatry.
W końcu jednak doszliśmy do miejsca, gdzie trzeba było iść pod górę! W dodatku od razu pojawiło się dość sporo śniegu, więc po raz pierwszy mieliśmy okazję założyć kolce na buty. Ja ze swoimi zdolnościami oczywiście nie poradziłam sobie i Krystian musiał mi pomóc.
Faktycznie dużo łatwiej się szło, czuliśmy się pewniej na śniegu. Chociaż dużą zasługę w tym miały też kijki.

Intensywna droga pod górę Kl’aka

 

Kiedy przez ponad pół trasy narzekaliśmy na nudę i zerowe przewyższenie, w pewnym momencie po prostu zrobiliśmy wielkie oczy, kiedy zobaczyliśmy przed sobą podejście, które na nas czeka.
Moim zdaniem jednak to wszystko tylko tak strasznie wygląda, a jednak ostro pod górę dużo lepiej się wchodzi niż po płaskim, bo nie skupiam się na dystansie, tylko na tym, żeby po prostu wejść .
I wiecie co? Po śniegu wchodzi się przyjemniej! 

 

 

Już prawie na szczycie czekały na nas dwie przeszkody – trzeba było ominąć śliskie i ośnieżone kamienie. Znowu kijki okazało się pomocne, zwłaszcza przy schodzeniu! Chociaż nie raz zdarzyło nam się poślizgnąć lub upaść. Na następną wyprawę w góry zimą musimy zaopatrzyć się w ślizgacza i zjechać z takiego szczytu mając nadzieję. że nie zatrzymamy się na najbliższym drzewie 🙂

 

 

 

Szczyt Kl’aka

 

W końcu weszliśmy na szczyt. I powiem Wam, że to jeden z najwspanialszych punktów widokowych jakie do tej pory widzieliśmy. Z góry rozlegała się genialna panorama na pobliskie góry i co fajniejsze nie było widać żadnych miast. Tylko lasy, góry i przełęcze. Natura na 100%!

 

 

Sam wierzchołek jest bardzo mały i wąski. Trochę bałam się po nim chodzić, żeby gdzieś nie zlecieć, więc kroki robiłam ostrożnie i podpierałam się kijkami. I taka dumna, że udało mi się dojść na koniec, napawałam się chwilą… A tu wbiega chłopak w krótkich spodenkach i adidasach. Przysiadł na kamieniu, ugryzł wafelka, powiedział „O, słońce” i zbiegł ze szczytu.
Wtedy moja cała duma zleciała na sam dół. W dodatku drżałam na myśl jak mam zejść takim stromym szlakiem po śniegu. W butach górskich z kolcami, kijkami. A tu ktoś po prostu sobie zbiega w adidasach!

 

Koniec końców sami też zbiegliśmy większość ośnieżonego szlaku, a Krystian próbował zjeżdżać na butach.

 

 

Czy warto było wchodzić na Kl’ak?

 
Dla samego widoku ze szczytu – tak, bo niższe partie szlaku nie zachęcają. Chociaż myśmy byli w niezbyt ciekawej porze roku – początek wiosny, kiedy już prawie nie ma śniegu, a jeszcze nie jest zielono. Jednak samo wdrapanie się na czubek góry zahartowało nas lekko przed następną wyprawą w której mieliśmy już zdobyć szczyt o wysokości ponad 1600 m.n.p.m z różnicą wysokości około 1200 metrów! Jaka to góra? Już niedługo się dowiecie 🙂

 

A Wy byliście w Wielkiej Fatrze? Może znacie jakieś inne szczyty, które byłoby fajnie zwiedzić? Jak tak to piszcie, bo Słowację z pewnością jeszcze odwiedzimy!

Post Author: WolnymKrokiem