Pierwsze kroki w Lizbonie

Lizbona w 5 dni

Kilka miesięcy temu przeglądałam internet, po czym znalazłam promocję na lot do Lizbony, na 5 dni w połowie listopada. Szybko przeanalizowaliśmy to z Krystianem, w jakieś 5 minut. Stwierdziliśmy jednak, że nie ma nad czym myśleć, i takim właśnie sposobem staliśmy się posiadaczami biletów.
Przez długi czas nie myśleliśmy o tym zupełnie. W wakacje dużo się działo, a potem w roku akademickim chyba jeszcze więcej (chociaż tych przyjemnych rzeczy było o wiele mniej, wiadomo). I dopiero zaczęliśmy planowanie kilka dni przed odlotem. Ale wcale na tym źle nie wyszliśmy 🙂 Wynajęliśmy sobie pokój w samym centrum (65 zł/noc za osobę) w hotelu Residencial Geres i planowaliśmy spokojnie zwiedzać, nigdzie nie pędząc.
Lizbona Zamek Św. Jerzego

Lizbona dojazd z lotniska do centrum


W Lizbonie wylądowaliśmy w nocy, więc zwiedzanie zaczęliśmy z samego rana (gdzieś po 10.00). Mimo, że wiedzieliśmy ile ma być stopni, poubieraliśmy się w bluzy i kurtki. Wyszliśmy tylko na dwór i jak się zdziwiliśmy! Oczywiście w 100% pozytywnie. Ciepło, słonecznie, bezwietrznie… Byliśmy przeszczęśliwi, bo poprzedniego dnia w zimnej Warszawie doszczętnie zmarzliśmy. 

W dodatku, jeszcze nigdy tak nie mieszkaliśmy na żadnym wyjeździe, że wychodzimy z hotelu i od razu jesteśmy w centrum. Zawsze mieliśmy co najmniej 2 km (a i tak płaciliśmy więcej niż w Lizbonie).
Lizbona pomnik
Lizbona fontanna na rynku

Najlepszy plan na zwiedzanie? Zgubić się.

 
Na nasze pierwsze wyjście nie mieliśmy konkretnego planu. Chcieliśmy po prostu pochodzić po okolicznych uliczkach, zdać się na intuicję, trochę pobłądzić by zwiedzić inne nieturystycznie miejsca.

Niby wszystko super, ale… aparat przestał działać! Nie chciał robić zdjęć. Trochę mi wstyd przyznać, ale miałam ochotę tylko wrócić do pokoju i próbować go jakoś naprawić (czyt. włączać/wyłączać itp.). Krystian jednak był dobrej myśli w przeciwieństwie do mnie (jak zwykle), i powiedział, że potem znajdziemy jakieś ładne miejsce na odpoczynek i spróbujemy coś zaradzić. Zanim to jednak nastąpiło, musieliśmy posługiwać się telefonami.

Lizbona
Lizbona muzeum sztuki
Lizbona windy miejskie
Łuk triumfalny w Lizbonie

Często tak bywa, że jakieś miasto spodoba nam się od pierwszej chwili. Tak właśnie było w tym przypadku! Chociaż  na pewno swój wpływ miała też wspaniała pogoda 🙂

Gdziekolwiek byśmy nie poszli, byliśmy zauroczeni. Zarówno na głównych placach, nad rzeką Tag, lub w okolicznych wąskich i stromych uliczkach, po których jeździły słynne tramwaje. W dodatku w wielu miejscach słychać było muzykę. Co chwila spotykaliśmy ludzi grających na gitarze, skrzypcach, flecie… I wszyscy robili to naprawdę dobrze! Miło było wtedy przystanąć na chwilę i posłuchać.

Szemrane interesy w Lizbonie

Co nas też zadziwiło, to ilość ludzi sprzedających nielegalne substancje. Bardzo często do nas podchodzili i chcieli coś sprzedać, po „bardzo atrakcyjnej cenie”. Jednak ani razu się nie skusiliśmy:) Nie mogłam jednak zrozumieć (i dalej nie mogę), jak to jest możliwe, że oni właśnie stoją na głównych ulicach i placach, zaraz obok policji? Chyba działają wedle powiedzenia, że pod latarnia jest najciemniej 🙂

Lizbona atrakcje do zwiedzania

Po jakimś czasie, kiedy już zupełnie nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy, usiedliśmy na ławce i Krystian zajął się aparatem. I nie mam pojęcia co zrobił ale… zadziałał! Od razu zaczęłam radośnie robić zdjęcia 🙂 A także mój dzień stał się dużo lepszy.

Uliczki Lizbony
Jeszcze niedawno nic nie wiedziałam o portugalskich azulejos. Po raz pierwszy usłyszałam chyba o nich jakoś 2 miesiące temu. I faktycznie one są wszędzie – na kamienicach, blokach, w korytarzach… Mają swój urok. Podobno każdy będąc w tym kraju musi chociaż raz ich dotknąć. My tego nie zrobiliśmy, bo dowiedzieliśmy się o tym dopiero po przylocie do Polski. Może kolejnym razem 🙂
azulejos Lizbona
azulejos Lizbona
Uliczki w Lizbonie

Kilka minut później czekała na nas już kolejna niespodzianka – drzewa pełne pomarańczy! Krystian od razu do nich podbiegł i szukał którą by tu zerwać. Niestety, jak się później okazało, nie było wcale dobre. Ale próbowaliśmy 🙂

Mimo, że było koło 20 stopni, Krystian odmówił chodzenia w krótkim rękawku: „Jest połowa listopada, nie wypada!”. I tak, większość wyjazdu spędził mimo wszystko w bluzie 🙂

Lizbona – wnętrze miasta.

Lizbona miała naprawdę duże szanse, że ją polubię, z jednej prostej przyczyny – uwielbiam miasta, które są położone na kilku wzgórzach. Dzięki temu można w wielu miejscach zobaczyć niesamowite widoki!

Lizbona zamek Seo Jorge
lizbona Rynek

Jeśli już jesteśmy przy widokach. Bardzo często można było tam zobaczyć śpiących bezdomnych. Najczęściej w kartonach, gdzie wystawały tylko nogi. Chociaż zdarzali się też tacy pod kocem, kurtką, płachtą, lub po prostu na ławkach. Czasem też dostrzegaliśmy puste obozowiska. A wszystko to z reguły na głównych placach!

Chyba cały czas chodziliśmy po złych miejscach, bo dopiero po 3-4 godzinach natrafiliśmy na sklep spożywczy. Zapatrzyliśmy się w suche bułki, puszkę pepsi i wodę, więc mogliśmy w końcu zjeść pożywne śniadanie! Na świeżym powietrzu 🙂

Wydaje mi się, że Lizbona nie ma takiego jednego stylu. Jest wiele rzeczy, które mimo wszystko zaskakują. I to właśnie najbardziej mi się spodobało. Wąskie uliczki, po których jakoś jeżdżą tramwaje, na centymetry mijając zaparkowane samochody lub spacerujących ludzi. W dodatku wiele osób wiesza za oknem swoje pranie, więc sprawia to wrażenie jeszcze większej „ciasnoty”, ale także swego rodzaju luzu, spokojnego życia, gdzie nic nie musi być w idealnym porządku.
Zapomniałam wspomnieć o bardzo ważnej rzeczy w Lizbonie, której nie da się uniknąć, a po jakimś czasie daje się we znaki. Schody! Są wszędzie. I na początku to było dla nas nic (w końcu mieszkamy na 5. piętrze bez windy), ale później już nie mogliśmy na nie patrzeć. Bo wtedy już chodziliśmy cały dzień z ciężkimi plecakami.
Chociaż nie tylko my mieliśmy ich czasem dość. Spójrzcie na zdjęcie poniżej. On chyba też marzy o windzie!
A właśnie, lizbońskie windy! Jest ich chyba 5, i dwoma z nich się przejechaliśmy. Ale o tym już kiedy indziej.. 🙂

Jak do tej pory jeszcze żadne miasto nie spodobało nam się tak bardzo, i to tak szybko. Bo tam wcale nie trzeba odwiedzić miejsc „must see”, żeby się w nim zakochać. Myśmy zostawili je dopiero na później 🙂

Jeżeli chcecie zobaczyć nasz plan na zwiedzanie Lizbony w 4 dni to zapraszamy do osobnego wpisu: Lizbona na 4 dni

Post Author: WolnymKrokiem