Kilka godzin w Warszawie

Warszawa przelotem

Nie pamiętam co nas skusiło, żeby lecieć z Warszawy (może cena? Może chęć zwiedzenia stolicy?), ale chyba zapomniałam, jak to daleko 🙂 Samolot z Chopina mielismy o 21.00, więc z rana trzeba było wyjechać z Wrocławia.

Wahaliśmy się co wybrać – Pendolino czy PolskiBus? Pendolino wydawało się być fajniejszą opcją, jednak trochę obawialiśmy się o stan Polskich kolei i ich punktualności. Dlatego kupiliśmy bilety na PolskiegoBusa na 10.00.
W dzień wyjazdu wstaliśmy i… pada, wieje, ogólnie armagedon. No nic! Czekając na autobus na dworcu tymczasowym schowaliśmy się pod barowy parasol. Podobnie jak wszyscy inni (przynajmniej co się zmieścili).
Jak zwykle jazda przebiegła bez żadnych nieprzyjemności. Chociaż były dwie rzeczy, które bardzo mnie zadziwiły:
– NIE DOSTALIŚMY HERBATNIKÓW, BUŁKI ANI PICIA
– PRZYJECHALIŚMY DO WARSZAWY PRZED CZASEM
Co zrobić? Spodziewałam się, że będzie dość spore opóźnienie, więc naszym pierwotnym planem było od razu pojechanie na lotnisko.
Ale jest 15.05, a do samolotu ponad 6 godzin.Trzeba je jakoś oczywiście zagospodarować więc nastąpiła zmiana planów. Postanowiliśmy pojechać na chwilę  do centrum. Ale gdzie? Pytam się Krystiana: co chcesz zobaczyć w Warszawie? (Ja byłam już dwa razy z wycieczką szkolną, więc „przecież widziałam wszystko”, a Krystian był po raz pierwszy).
K:”Pojedźmy do Łazienek!”
      A: „Za godzinę będzie już ciemno, a i tak mamy na to za mało czasu. „

Plan na zwiedzanie Warszawy

I tak przez jakiś czas rzucaliśmy pomysłami („Pojedźmy tam gdzie kręcą serial Na Wspólnej!”). W końcu zdecydowaliśmy się jednak pojechać pod Pałac Prezydencki i Grób Nieznanego Żołnierza.
Dwa razy obeszliśmy metro Młociny, zanim zauważyliśmy wejście. Teraz już tylko kupić bilety 75-minutowe – tak jak nam kazała aplikacja JakDojadę – i w drogę! Ja jednak nie do końca ufam takim aplikacjom i patrząc na mapę trochę zmodyfikowałam naszą trasę dojazdu. Wysiedliśmy na innej stacji metra i mielismy już na pieszo dość do Pałacu przez Ogród Saski. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie poszli od razu w dobrą stronę.

Najpierw ruszyliśmy w jedną, która zaraz okazała się zła. Wróciliśmy się i poszliśmy w kierunku przeciwnym. Też złym 🙂 Ale jak to się mówi – do trzech razy sztuka! Bo w końcu udało nam się i poszliśmy dobrze.

 

 

 

 

Grób Nieznanego Żołnierza

Przy Grobie Nieznanego Żołnierza akurat trwała zmiana warty. Postaliśmy tam chwilę, porobiliśmy zdjęcia i szybko ruszyliśmy w stronę Pałacu, by zdążyć przed zachodem słońca. Chociaż już wtedy robiło się ciemno.

Pałac Prezydencki w Warszawie

Może i dobrze, że nie zdążyliśmy tam za dnia. Pałac był bardzo ładnie oświetlony. Jednak nie do końca czuliśmy się tam patriotycznie – dookoła sami obcokrajowcy.
Od rana było zimno, ale od kiedy zaszło słońce, temperatura spadła jeszcze bardziej. Dlatego też szybko przeszła nam ochota na dalsze zwiedzanie i postanowiliśmy pójść na obiad. Po długich negocjacjach (jak zawsze) na przeszywającym chłodzie i wietrze, wybraliśmy się do KFC, koło którego staliśmy.
Wygrzaliśmy się popijając zimną pepsi i zajadając hamburgery, a następnie pojechaliśmy autobusem na lotnisko. Było zaraz po 17, i o dziwo, żadnych korków ! Szybko i sprawnie dojechaliśmy na miejsce.

Lotniskowe przygody

Na lotnisku spędziliśmy kilka godzin, ale czekanie wcale nie było nudne. Wręcz przeciwnie! Było pełne ciekawostek i niewyjaśnionych sytuacji. A w sumie jedną, podczas oczekiwania naszego na lot, zobaczyliśmy wydzielony teren patrolowany przez psa wyszkolonego w szukaniu substancji niebezpiecznych. Później z znikąd pojawiła się straż  graniczna z półautomatycznymi karabinami, kilku funkcjonariuszy policji i 3 kartony z kanapkami 🙂 Tak, w pudłach z Castoramy… okazało się ze były pełne kanapek, picia i innego suchego prowiantu. Byliśmy w szoku.
W przeciągu 10 minut podjechały pod główne wejście lotniska 3 autobusy z obcokrajowcami, prawdopodobnie z krajów muzułmańskich. Ich bagaże zostały „przetrzepane” z góry na dół na specjalnie wydzielonych stanowiskach. Po spytaniu się Krystiana jednego mężczyzny z obsługi lotniska, co się dzieje, ten odpowiedział że to zwykła rutynowa odprawa… Całe szczęście my mieliśmy „niezwykłą” odprawę i nas potraktowali łagodniej 🙂
Nie wiem też dlaczego, ale Wizzair nie przydzielił nam miejsc razem. Krystian dostał A, a ja D. Koło mnie usiadł, jak się później okazało, absolwent prawa, który był bardzo zdenerwowany na tanie linie lotnicze. Obiecywał, że już nigdy więcej nimi nie poleci. Po prostu nie wiedział, że trzeba się odprawić on-line i musiał dopłacić na lotnisku chyba 150 zł (kiedy lecieliśmy na Cypr przydarzyła się nam podobna historia – dosiadł się do nas Serb, który też spotkał się z tym problemem).
Jak widać, tanie linie nie dla wszystkich są faktycznie tanie. Jeśli ktoś się zastanawiał, na czym one zarabiają, to teraz już wie 🙂
Cztery godziny lotu naprawdę się dłużyły. Nie umiem spać w podróży. A po godzinie czytania moje oczy się zbuntowały i chciały odpocząć. W końcu jednak dotarliśmy! Teraz już tylko szybko na autobus i prosto do hotelu. Ale że już noc, mieliśmy czekać 50 minut zanim coś przyjedzie. Co zrobić? Kiedy tak czekaliśmy zrezygnowani na przystanku, podszedł do nas młody Polak i zapytał, czy też jedziemy do centrum. Przytaknęliśmy, ale od razu też zaznaczyliśmy, że autobus będzie dopiero za 45 minut. On wtedy lekko się obruszył i powiedział :”To nie jest źle! Nigdy nie czekaliście dłużej?”. A potem poczęstował Krystiana ciepłą wódką i poszedł słuchać muzyki. 5 minut później wstał i powiedział :”No nie, mam dość! Zrzucamy się na taksówkę? Idę negocjować ceny! Po 3 euro na głowę  może być?”. Zgodziliśmy się.
I tak właśnie zaczął się nasz tani pobyt w Lizbonie (link do artykułu o Lizbonie)

Post Author: WolnymKrokiem