Fussen + zamek Neuschwanstein

Zamek Neuschwanstein czyli bawarskie atrakcje

W dniu, w którym wyjeżdżaliśmy z Liechtensteinu (o którym pisałam tutaj), było święto narodowe, i z tego powodu komunikacja autobusowa była darmowa. Dlatego skorzystaliśmy z okazji i takim właśnie sposobem dostaliśmy się do Feldkirch w Austrii, skąd łapaliśmy stopa do Fussen. Ponieważ od celu dzieliło nas niecałe 200 km, spodziewaliśmy się dość długiej jazdy z wieloma kierowcami. A tu niespodzianka. 3 samochody, niecałe 3 godziny, i jesteśmy w Fussen!

Chociaż nie wszystko było takie kolorowe. Jak tylko przekroczyliśmy granicę austriacko-niemiecką, zaczął padać deszcz. No nic… liczyliśmy na cud, że na drugi dzień będzie ładniej.

Urok Niemiec w porównaniu ze Szwajcarią

Pierwsze o czym pomyśleliśmy po znalezieniu się w Niemczech – niskie ceny! Czas na nas pierwszy obiad od kilku dni. Co by tu zjeść? Oczywiście pizzę 🙂 I tak idąc przed siebie i spoglądając na menu w restauracjach, trafiliśmy do małej amerykańskiej pizzerii prowadzonej przez Włocha (?). Ponieważ byliśmy bardzo wygłodniali, zamówiliśmy dwie duże pizze. I wiadomo, nie obyło się też bawarskiego piwa (które swoją drogą niezbyt mi smakowało).

Miasteczko Fussen

Po obiedzie, w końcu szczęśliwi, czas było zacząć zwiedzać. Fussen to kilkunastotysięczne miasto leżące u podnóża gór, otoczone kilkoma pięknymi jeziorami. Nie można powiedzieć, że to spokojna miejscowość – kilka kilometrów stąd znajdują się dwa bardzo znane zamki (Neuschwanstein i Hohenschwangau), więc było tam naprawdę wielu turystów (99% Chińczyków). Poza tym trafiliśmy na festyn miejski. Coś przyjechaliśmy w imprezowy okres. Przypominając, we Włoszech trafiliśmy na okres wakacyjno-urlopowy, Liechtenstein urodziny księcia a w Bawarii dni miasta Fussen. Gdzie się nie zjawimy tam impreza:)

Podobnie jak we Włoszech, widzieliśmy kilka razy trójkołowce.

Kiedy padał deszcz, chowaliśmy się do kościoła, a przy okazji oglądaliśmy jego wnętrze 🙂 Niestety o 18.30 był zamykany, więc trzeba było znaleźć sobie inne schronienie.

Długo można spacerować po centrum miasta. Można tam zobaczyć bardzo ładne zabytki, które wszystkie są zadbane.

W kilku sklepach można było kupić prawdziwe bawarskie stroje. Niestety ich cena nie była zbyt zachęcająca do zakupu. Przynajmniej dla nas 🙂

Zamek Neuschwanstein

Na drugi dzień rano pojechaliśmy do zamku Neuschwanstein. Katrin, u której spaliśmy, podwiozła nas na parking, skąd mogliśmy już dojść tam na piechotę. Razem z milionem Chińczyków, którzy byli wszędzie. Ich parasolki również. Czasem mieliśmy ochotę swój parasol dać przed siebie i zrobić prowizoryczną tarczę, żeby nikt w nas nie wszedł, nie potrącił, nie uderzył… Wtedy postanowiliśmy też nie wchodzić do środka zamku.

Kiedy tylko weszliśmy pod zamek, deszcz przestał padać. Za to z gór ulatniała się para. Uwielbiam taki widok 🙂 Chociaż w takim miejscu może faktycznie wolałabym błękitne niebo. Ale na to już nie miałam wpływu.

Na poniższym zdjęciu znajdźcie europejczyków 🙂

Zaraz za zamkiem, ukazał nam się piękny widok na dwa jeziora i drugi zamek, Hohenschwangau.

Jak się okazało już na miejscu, tydzień przed naszym przyjazdem zamknęli most, z którego jest najładniejszy widok na zamek. Z tej perspektywy zawsze robi się zdjęcia na widokówki i plakaty. Niestety nie było nam to dane więc uznaliśmy że jest to znak by wrócić tam ponownie.

Kultura turystyki

Wszystkie zdjęcia było bardzo ciężko zrobić – „inni turyści” (Chińczycy), cały czas wchodzili nam w kadr. Każdy robił sobie tysiące zdjęć z kilku przynajmniej aparatów. Co ciekawe niektórzy, co sprytniejsi/leniwsi Azjaci robili zdjęcia ZDJĘCIOM(!) sprzedawanych w sklepach z pamiątkami. Byliśmy w szoku.

Wystarczy odejść 100 m od parkingu lub drogi na zamek, by nie spotykać już innych ludzi.  My chcieliśmy wrócić do Fussen przed miejscowość Schwangau. Dzięki temu mieliśmy super widok na zamek, za którym powoli zza chmur wyłaniały się góry…
W Schwangau przy informacji turystycznej znajduje się popiersie króla Ludwika II (zwany Ludwikiem Szalonym), który kazał wybudować zamek Neuschwanstein wraz z jego wszystkimi udogodnieniami i udziwnieniami.
Zdecydowanie polecam to magiczne miejsce. Pomimo że jest tam dość tłoczno to jest tam nadal bardzo interesująco z jeszcze bardziej interesującą historią.

Post Author: WolnymKrokiem